Wstęp Zawsze myślałem, że znam samego siebie. Byłem pewien, że jestem na tyle silny, że nikt

niedziela, 7 lipca 2024

Dorota Rodzim "Zagubiona" - recenzja patronacka


Lubicie sięgać po książki, które pokazują smutne i bolesne historie osób, których doświadczenia są bardzo trudne? Książka, z której recenzją dzisiaj do Was przychodzą właśnie taka jest i czyni ją to szczególnie wartościową. 


Historię Magdy poznajemy, gdy ta ma szesnaście lat. Wydaje się jakby wszystkie nieszczęścia świata spadły właśnie na jej delikatne barki. Nigdy nie dogadywała się z rodzicami. Nie tylko nie wspierają dziewczyny, ale też są przemocowi. Pragnąc odskoczni od lat psychicznych i cielesnych, dziewczyna wpada w ramiona pierwszego lepszego chłopaka, który zaczyna się nią interesować. Na wieść o jej ciąży, rodzina wyrzuca ją z domu, a ta znajduje schronienie u rodziny ojca jej dziecka. Nie do końca bym to jednak nazwała schronieniem, gdyż to właśnie tam zgotowane ma prawdziwe piekło. Matka chłopaka traktuje ją podle, upokarza i każe zamieszkać jej w obskurnej suterenie pełne. Jedynie dziadek Łukasza był dla niej życzliwy i troskliwy. Pewnego razu teściowa przekracza wszelkie granice bijąc synka Magdy. Wtedy coś w niej pęka i postanawia postawić się kobiecie, a następnie wyjeżdża choć zupełnie nie ma za co ani dokąd. Los jednak stawia na jej drodze wiele życzliwych osób, dzięki którym dziewczyna zaczyna wierzyć, że jej się uda, a jej synek będzie dorastał w przyjaznym otoczeniu i oboje będą szczęśliwi. Początkowo kobieta ma opory przed przyjęciem pomocy, wstydzi się i wie, że nie prędko będzie mogła się odwdzięczyć. Szybko jednak obcy ludzie stają się jej rodziną, a ona zaczyna walczyć o siebie o przyszłość swoją i swojego dziecka. 


Ta dziewczyna miała w życiu wiele szczęścia trafiając na pomocną dłoń wielu życzliwych ludzi. Jednak w prawdziwym życiu nie zawsze tak jest, zwłaszcza że ludzie bywają naprawdę obojętni na ludzką krzywdę, odwracając często wzrok w przeciwną stronę. Autorka pokazuje jednak jak każda nawet najmniejsza pomoc może przyczynić się do tego, aby druga osoba zmieniła swoje życie. Pokazuje, że pomimo trudnej przeszłości i - wydawałoby się - beznadziejnej sytuacji zawsze można zmienić swoje życie. 


Wiecie jak czułam się czytając tą powieść? Swojsko… tak to chyba jest najlepsze określenie. Sposób w jaki wykreowani zostali bohaterowie, ich sposób bycia, otoczenie i rozmowy sprawiały, że czułam się tak przytulnie. Jakbym znała ich całe życie. Zazwyczaj nie lubię, gdy w książce jest zbyt wiele opisów, a rozmowy toczą się o wszystkim i o niczym. Tutaj jednak po raz pierwszy totalnie to pasowało. Bo to właśnie to nadawało tej swojskości i autentyczności. Nie do końca jednak przemawiała do mnie kwestia tej pomocy ze strony innych osób. Mam tu na myśli to, że bohaterka nie miała nic i bardzo szybko niemalże natychmiast wszystko się znalazło. Jakby zabrakło trochę tego takiego procesu. Z drugiej jednak strony jak tylko już miała wszystko to naprawdę odsapnęłam z ulgą:) 


To wartościowa pozycja i myślę, że każdy powinien ją przeczytać, a już na pewno widzę ją spokojnie w charakterze lektury szkolnej. Porusza ważne tematy, wskazuje drogę i daje nadzieję tym, którzy sami mają za sobą podobne doświadczenia. Jestem dumna, że właśnie taką książkę miałam przyjemność objąć patronatem! Droga autorko bardzo Ci gratuluję;)


Moja ocena: 9/10

 

Współpraca reklamowa z:

Wydawnictwo Nowoczesne

niedziela, 16 czerwca 2024

Produkty do włosów marki Wellaflex - recenzja

 

 
Zapraszam Was dzisiaj na krótką recenzję produktów do włosów marki Wellaflex. 
 
W pakiecie otrzymałam:
- Żel w sprayu (2 sztuki) - zwiększający objętość, stylizujący i utrwalający 
- Piankę utrwalającą, stylizującą i nadającą objętości
- Lakier mocno utrwalający
 
Żel jest dla mnie nowością, natomiast piankę i lakiery tej marki stosowałam kiedyś praktycznie codziennie więc są to dla mnie produkty dobrze znane i mam do nich spore zaufanie. 
 
Powiem wam, że moje włosy się tak w zasadzie kręcą, ale ja nie bardzo lubię ten skręt. Przy zastosowaniu tych produktów i wyprostowaniu włosów, muszę przyznać, że efekt ten trzyma się bardzo dobrze i długo. Natomiast jeżeli chodzi o moją kręconą wersję to dzięki piance mogłam fajniej ten skręt podrasować a lakier sprawił, że efekt kręcenia utrzymał się długo, a co najważniejsze w ładnej pustaci i bez puszenia! 
 
Lakierów tej marki używałam od lat, począwszy od zwykłego codziennego uczesania, poprzez drobne imprezy, aż po weselicha. I zawsze byłam z nich zadowolona, bo świetnie utrwalały cały look. 
 
Pianka pozwala bez bólu rozczesać włosy, nadaje im objętości, a także możecie sobie za jej pomocą pokręcić włosy! Poważnie jeżeli jeszcze tego nie znacie, to po nałożeniu jej po prostu gnieciecie je w dłoniach i wychodzą świetne loczki! 
 
Gel spray jest dla mnie nowością i chyba muszę do niego trochę przywyknąć. Jak dla mnie całkiem fajny produkt, w użyteczności coś jakby pomiędzy pianką, a lakierem. 
 
Moja ocena: 10/10 
 
Współpraca reklamowa 
trnd oraz Wella 

poniedziałek, 10 czerwca 2024

Paulina Maria Kowalska "Trzy minuty przed północą" - recenzja patronacka



Livię poznajemy w momencie, gdy wraz z koleżankami poszukuje lokum, w którym razem zahaczą się na czas studiów. Mieszkanie od razu przypada dziewczynie do gustu. Przed nią wspaniałe studenckie życie, jednak nie ma ona pojęcia jak bardzo zacznie ono wkrótce odbiegać od jej dotychczasowego. 


Właścicielem mieszkania okazuje się być starszy od niej mężczyzna, który ma w sobie to coś, co przyciąga ją do niego. Nie byłoby w tym może nic takiego, ale jest jedna kwestia…. Ona ma chłopaka, a wkrótce nawet narzeczonego… Czy fakt ten sprawi, że będzie potrafiła trzymać się z daleka od Piotra, który tak ją fascynuje i któremu ona również nie jest obojętna? 


Narzeczony wspiera Livię i wydaje się być w porządku, jednak zaczynamy dostrzegać, że trochę ją też osacza… że nie jest z nią do końca szczery, a ona w zasadzie wcale tak dobrze go nie zna. Cała ta sytuacja powoduje, że dziewczyna coraz bardziej zbliża się do Piotra. Ich relacja staje się gorąca i pełna namiętności. Mężczyzna wprowadza dziewczynę w świat pełen seksu, rozkoszy i perwersji. 


Dostrzegamy jak Livia powoli z porządnej i nieśmiałej dziewczyny staje się kobietą pewną siebie, zupełnie inną niż była dotychczas. 


Gdy wydaje nam się, że jej życie zaczyna się układać, a ona być może znalazła tego właściwego faceta, okazuje się, że autorka ma wobec niej zupełnie inne plany. 


Co wydarzy się w życiu dziewczyny?

Jakie sekrety odkryje i jak bardzo zmienią jej życie?

Jak zakończy się ta historia? A uwierzcie zakończenie was zaskoczy. Mnie nawet powiem, że trochę dobiło i do teraz nie mogę w nie uwierzyć. 


Autorka bardzo fajnie pokazuje jak doświadczenia zmieniają człowieka. Nigdy nie jesteśmy tacy sami… na każdym etapie naszego życia, po każdym doświadczeniu jesteśmy trochę inni… czasami lepsi, czasami gorsi. Autorka uświadamia nam jak wiele potrafi się nagle zmienić i jak bardzo może nas zaskoczyć życie i osoby, które do niego wpuszczamy. Jak bardzo człowiek potrafi nas zranić. Dobrze mieć wtedy u twojego boku przyjaciół - tych prawdziwych. 


Muszę przyznać, że lubię poznawać nowe autorki, zwłaszcza, gdy dopiero rozpoczynają swoją drogę pisarską. A to dlatego, że ostatnimi czasy więcej dobrych książek wychodzi według mnie spod pióra takich osób, niż tych bardziej doświadczonych… takie po prostu mam ostatnio doświadczenia. 

I tak było również tym razem. To była bardzo dobra książka, choć muszę przyznać, że jej początek niespecjalnie mnie zaciekawił. Jest trochę nudno z początku, ale warto przez to przebrnąć w perspektywie tego, co dostaniecie później! 


Moja ocena: 8/10 


Współpraca reklamowa z 

Wydawnictwo AlterNatywne

sobota, 25 maja 2024

Magda Rysa "Historia dwóch miłości" - recenzja



Mieliście kiedyś w książce do czynienia z historią w historii? Z takim właśnie zabiegiem spotykamy się w powieści Magdy Rysy i muszę powiedzieć, że dla mnie było to bardzo ciekawym doświadczeniem.

Główna bohaterka jest dojrzałą kobietą, która pozornie ma poukładane życie. Ma męża, pracę a w wolnych chwilach pisze książki. 

Wieść o zdradzie męża burzy jednak jej życiowy spokój i sprawia, że wszystko wywraca się do góry nogami. Postanawia “zaczepić się” w Henrykowie - malowniczym i urokliwym miejscu, w którym znajduje się piękny pałac. To właśnie po nim oprowadza ją tajemniczy mężczyzna, a cały ten urok sprawia, że w jej głowie pojawia się historia Melanii i Lucjana, których historia toczy się niemalże równolegle z jej.. 

Kobieta decyduje się związać swój los z tajemniczym mężczyzną, który poświęcił jej tak wiele uwagi i pokazał pałac. Jednak czy to dobry pomysł? Czy to uczucie będzie miało szansę zaistnieć i utrzymać się w prawdziwym życiu? 
Jak potoczą się losy bohaterów zarówno tych prawdziwych jak i tych, których stworzyła Emilia? Czy drogi tej czwórki będą podobne, czy jednak rozjadą się w przeciwnych kierunkach? Która para będzie miała szansę na szczęście?

W tej powieści spodobały mi się dwie rzeczy. Po pierwsze główna bohaterka, która jest dojrzałą osobą, a naprawdę trudno ostatnimi czasy o takie w powieściach. Była to dla mnie genialna odmiana i przemile spędziłam czas z Emilią. Kolejnym atutem była przepiękna sceneria w której rozgrywa się opisana przez autorkę historia. To się czytało jednym tchem, coś niesamowitego. Trudno mi mimo to ocenić książkę, bo ja jednak jestem twardą fanką akcji i raczej lubię jak jest ona bardziej zawrotną. Tutaj tego nie znajdziecie, ale dla osób, które lubią podobne klimaty i obejdą się bez zawrotnych akcji ta pozycja przypadnie zdecydowanie do gustu. 

Moja ocena: 8/10
 

Współpraca reklamowa z 
Wydawnictwo WasPos 


niedziela, 19 maja 2024

Megan Brandy "Złodziej mojego serca" - recenzja




Romans mafijny to ostatnio moje ulubione klimaty, dlatego też chętnie sięgnęłam po tą książkę. 


Ona jest córką faceta, który stoi na czele mafii. Od zawsze przygotowywana do tego świata kiedyś to ona stanie na jego czele..


On jest chłopakiem po przejściach, zniszczonym przez życie, pragnącym zemsty. 


Z jednej strony oboje różnią się od siebie z drugiej zaś mam wrażenie, że są do siebie trochę podobni. Gdy się spotykają pomiędzy nimi pojawia się napięcie, pożądanie, ale także mrok i tajemnice. Ojcu dziewczyny może nie spodobać się ta relacja, bowiem mam wobec córki zdecydowanie inne plany.


Muszę przyznać, że pierwszy raz w życiu miałam do czynienia z taką książką… z książką, w której już od pierwszych stron się pogubiłam. Panował w niej niemały chaos, momentami czułam się jakbym czytała całkiem inną historię niż ta, której opis mnie tak zachęcił. Później, gdy fabuła wreszcie zaczynała być bardziej klarowna i wracała na jakiś tor, za jakiś czas ponownie wydarzał się ten chaos. 

Niespecjalnie polubiłam bohaterów i to również było dla mnie nowe uczucie. Niestety nie wracałam do tej książki z ochotą, dlatego też dużo czasu zajęło mi dobrnięcie do końca. 


Motyw sam w sobie dla mnie wydaje się genialny. Uwielbiam książki z motywem mafii, zakazanego uczucia, zaaranżowanego małżeństwa, pełne niebezpieczeństwa i tajemnic. I tu to wszystko było, jednak z wykonaniem poszło coś jakby trochę nie tak… :(. Były tu oczywiście i fajne momenty, pełne pasji, napięcia i zaskoczenia dlatego uważam, że komuś na pewno ta książka przypadnie do gustu. 


Moja ocena: 5/10

 


Współpraca reklamowa z 

Wydawnictwo LUNA

sobota, 11 maja 2024

Adrian Chrząszcz "Osiedle martwych marzeń" - recenzja patronacka

 


Witajcie kochani! Czy są wśród Was fani horrorów?

Przyznam szczerze, że uwielbiam takie klimaty, częściej jednak sięgam po nie na ekranie, aniżeli na papierze. Bardzo fajnym doświadczeniem było więc zanurzyć się w taki nastrój w literaturze.

„Osiedle martwych marzeń”…. tytuł przyprawia o dreszcze, a jakie uczucia wywołuje wnętrze książki?

Książka przedstawia dziewięć opowiadań, które zabierają czytelnika w głąb jego największych obaw, najstraszliwszych tajemnic i groźnych istot. Poznajemy miejsca, do których nigdy nie chcielibyśmy dotrzeć. Bohaterom tych historii się to jednak udaje i przypłacają za to życiem, obłędem….

Jeżeli chodzi o tego typu klimaty, to jestem niezwykle wybredna i krytyczna. Filmy tego typu rzadko potrafią mnie wystraszyć, bo zbyt bardzo przewidywalne się dla mnie stały. Jednakże aby wystraszyła czytelnika książka to już naprawdę wymaga ogromnego talentu ze strony autora. I tutaj tego talentu nie zabrakło!!!! Z każdą stroną miałam coraz większą gęsią skórkę. W zasadzie przy niektórych historiach obawiałam się tego co ujrzę na kolejnej stronie. Adrian Chrząszcz stworzył genialnie przerażający klimat, a historie łączyły w sobie fikcję z autentycznością. I to właśnie przerażało najbardziej… gdy ta fikcja kryła w sobie ziarno prawdy. Kolejną zaletą była niewielka objętość każdego opowiadania, dzięki czemu historia się nie nudziła, nie trzeba było zbyt długo czekać na rozwój akcji, która toczyła się wartko i tajemniczo. I co najważniejsze – element zaskoczenia! Uwielbiam, gdy historia na samym końcu zaskakuje. To sprawia, że macie ochotę szybko zanurzyć się w kolejną.

Książkę tą miałam przyjemność objąć patronatem i jestem dumna z tego, że okazała się być tak dobra. Gratuluję autorowi i czekam na kolejne mroczne historie spod jego pióra. Myślę, że miłośnicy tego typu klimatów, a także mocnych wrażeń, lubiący odkrywać mroczne sekrety, bać się i na końcu zaskakiwać – będą zadowoleni.

Moja ocena: 8/10

 

Współpraca reklamowa z:

Wydawnictwo AlterNatywne

(patronat medialny)

środa, 8 maja 2024

Swiffer. Zestaw do usuwania kurzu - recenzja

 


Jestem ogromną fanką czystości. Lubię nie tylko mieć czysto, ale również uwielbiam sprzątać, a czynność ta sprawia mi wiele radości. Nie mógł więc umknąć mojej uwadze SWIFFER – zestaw do usuwania kurzu. 

Testowałam go z radością, ale i z pewną dozą niepewności… szczerze powiedziawszy nie wierzyłam, że tak niepozorny produkt może jakoś fajnie działać. I wiecie co…? Teraz jest mi trochę głupio z powodu tego mojego początkowego braku wiary. 

Muszę przyznać, że Swiffer świetnie daje sobie radę z kurzem znajdującym się na wszelakich powierzchniach. Moje zaskoczenie swój początek miało na balkonie, który to kurzy się niemiłosiernie. Jako że akurat przyszła fajna pogoda postanowiłam przygotować go na ten czas. I dosłownie mnie zatkało… do tej pory parapety jak i stolik czyściłam pryskając płynem, a następnie przecierając ręcznikiem papierowym. I nie wierzę, że to piszę, ale Swiffer sprawdził się o wiele lepiej, niż mój dotychczasowy sposób. Za jego pomocą wyczyściłam również rowerek, a także burko w domu, stół, półki na książki, a nawet lustro. 

Zaletą produktu jest fakt, że bez problemu można dotrzeć nim w najmniejsze i najciaśniejsze zakamarki. Do tego jest on w dotyku tak milusi… a materiał ten właśnie sprawia, że doskonale zbiera nieczystości, nie pozostawiając przy tym smug. Jestem zadowolona z tego produktu i przyznam, że gdy mi się skończy to planuję po niego sięgnąć ponownie tym razem na własną rękę (ten bowiem otrzymałam do recenzji). Nieczęsto zdarza się, że później sama ponownie nabywam testowany produkt, ale tutaj nie ma innej opcji jak ta, że Swiffer zostanie ze mną na dłużej ;). A czy wy macie swój ulubiony produkt do sprzątania? 

Moja ocena: 9/10 


Współpraca reklamowa z

trnd oraz Swiffer