Mieliście kiedyś w książce do czynienia z historią w historii? Z takim właśnie zabiegiem spotykamy się w powieści Magdy Rysy i muszę powiedzieć, że dla mnie było to bardzo ciekawym doświadczeniem.
Wstęp Zawsze myślałem, że znam samego siebie. Byłem pewien, że jestem na tyle silny, że nikt
sobota, 25 maja 2024
Magda Rysa "Historia dwóch miłości" - recenzja
niedziela, 19 maja 2024
Megan Brandy "Złodziej mojego serca" - recenzja
Romans mafijny to ostatnio moje ulubione klimaty, dlatego też chętnie sięgnęłam po tą książkę.
Ona jest córką faceta, który stoi na czele mafii. Od zawsze przygotowywana do tego świata kiedyś to ona stanie na jego czele..
On jest chłopakiem po przejściach, zniszczonym przez życie, pragnącym zemsty.
Z jednej strony oboje różnią się od siebie z drugiej zaś mam wrażenie, że są do siebie trochę podobni. Gdy się spotykają pomiędzy nimi pojawia się napięcie, pożądanie, ale także mrok i tajemnice. Ojcu dziewczyny może nie spodobać się ta relacja, bowiem mam wobec córki zdecydowanie inne plany.
Muszę przyznać, że pierwszy raz w życiu miałam do czynienia z taką książką… z książką, w której już od pierwszych stron się pogubiłam. Panował w niej niemały chaos, momentami czułam się jakbym czytała całkiem inną historię niż ta, której opis mnie tak zachęcił. Później, gdy fabuła wreszcie zaczynała być bardziej klarowna i wracała na jakiś tor, za jakiś czas ponownie wydarzał się ten chaos.
Niespecjalnie polubiłam bohaterów i to również było dla mnie nowe uczucie. Niestety nie wracałam do tej książki z ochotą, dlatego też dużo czasu zajęło mi dobrnięcie do końca.
Motyw sam w sobie dla mnie wydaje się genialny. Uwielbiam książki z motywem mafii, zakazanego uczucia, zaaranżowanego małżeństwa, pełne niebezpieczeństwa i tajemnic. I tu to wszystko było, jednak z wykonaniem poszło coś jakby trochę nie tak… :(. Były tu oczywiście i fajne momenty, pełne pasji, napięcia i zaskoczenia dlatego uważam, że komuś na pewno ta książka przypadnie do gustu.
Moja ocena: 5/10
Współpraca reklamowa z
Wydawnictwo LUNA
sobota, 11 maja 2024
Adrian Chrząszcz "Osiedle martwych marzeń" - recenzja patronacka
Witajcie kochani! Czy są wśród Was fani horrorów?
Przyznam szczerze, że uwielbiam takie klimaty, częściej jednak sięgam po nie na ekranie, aniżeli na papierze. Bardzo fajnym doświadczeniem było więc zanurzyć się w taki nastrój w literaturze.
„Osiedle martwych marzeń”…. tytuł przyprawia o dreszcze, a jakie uczucia wywołuje wnętrze książki?
Książka przedstawia dziewięć opowiadań, które zabierają czytelnika w głąb jego największych obaw, najstraszliwszych tajemnic i groźnych istot. Poznajemy miejsca, do których nigdy nie chcielibyśmy dotrzeć. Bohaterom tych historii się to jednak udaje i przypłacają za to życiem, obłędem….
Jeżeli chodzi o tego typu klimaty, to jestem niezwykle wybredna i krytyczna. Filmy tego typu rzadko potrafią mnie wystraszyć, bo zbyt bardzo przewidywalne się dla mnie stały. Jednakże aby wystraszyła czytelnika książka to już naprawdę wymaga ogromnego talentu ze strony autora. I tutaj tego talentu nie zabrakło!!!! Z każdą stroną miałam coraz większą gęsią skórkę. W zasadzie przy niektórych historiach obawiałam się tego co ujrzę na kolejnej stronie. Adrian Chrząszcz stworzył genialnie przerażający klimat, a historie łączyły w sobie fikcję z autentycznością. I to właśnie przerażało najbardziej… gdy ta fikcja kryła w sobie ziarno prawdy. Kolejną zaletą była niewielka objętość każdego opowiadania, dzięki czemu historia się nie nudziła, nie trzeba było zbyt długo czekać na rozwój akcji, która toczyła się wartko i tajemniczo. I co najważniejsze – element zaskoczenia! Uwielbiam, gdy historia na samym końcu zaskakuje. To sprawia, że macie ochotę szybko zanurzyć się w kolejną.
Książkę tą miałam przyjemność objąć patronatem i jestem dumna z tego, że okazała się być tak dobra. Gratuluję autorowi i czekam na kolejne mroczne historie spod jego pióra. Myślę, że miłośnicy tego typu klimatów, a także mocnych wrażeń, lubiący odkrywać mroczne sekrety, bać się i na końcu zaskakiwać – będą zadowoleni.
Moja ocena: 8/10
Współpraca reklamowa z:
Wydawnictwo AlterNatywne
(patronat medialny)
środa, 8 maja 2024
Swiffer. Zestaw do usuwania kurzu - recenzja
Jestem ogromną fanką czystości. Lubię nie tylko mieć czysto, ale również uwielbiam sprzątać, a czynność ta sprawia mi wiele radości. Nie mógł więc umknąć mojej uwadze SWIFFER – zestaw do usuwania kurzu.
Testowałam go z radością, ale i z pewną dozą niepewności… szczerze powiedziawszy nie wierzyłam, że tak niepozorny produkt może jakoś fajnie działać. I wiecie co…? Teraz jest mi trochę głupio z powodu tego mojego początkowego braku wiary.
Muszę przyznać, że Swiffer świetnie daje sobie radę z kurzem znajdującym się na wszelakich powierzchniach. Moje zaskoczenie swój początek miało na balkonie, który to kurzy się niemiłosiernie. Jako że akurat przyszła fajna pogoda postanowiłam przygotować go na ten czas. I dosłownie mnie zatkało… do tej pory parapety jak i stolik czyściłam pryskając płynem, a następnie przecierając ręcznikiem papierowym. I nie wierzę, że to piszę, ale Swiffer sprawdził się o wiele lepiej, niż mój dotychczasowy sposób. Za jego pomocą wyczyściłam również rowerek, a także burko w domu, stół, półki na książki, a nawet lustro.
Zaletą produktu jest fakt, że bez problemu można dotrzeć nim w najmniejsze i najciaśniejsze zakamarki. Do tego jest on w dotyku tak milusi… a materiał ten właśnie sprawia, że doskonale zbiera nieczystości, nie pozostawiając przy tym smug. Jestem zadowolona z tego produktu i przyznam, że gdy mi się skończy to planuję po niego sięgnąć ponownie tym razem na własną rękę (ten bowiem otrzymałam do recenzji). Nieczęsto zdarza się, że później sama ponownie nabywam testowany produkt, ale tutaj nie ma innej opcji jak ta, że Swiffer zostanie ze mną na dłużej ;). A czy wy macie swój ulubiony produkt do sprzątania?
Moja ocena: 9/10
Współpraca reklamowa z
trnd oraz Swiffer
środa, 1 maja 2024
Alicja Sinicka "Detektywi z podstawówki. Tajemnica kierowcy Ogórka" - recenzja
Bohaterów tej powieści poznajemy w momencie, gdy wybierają się na klasową wycieczkę do Gospodarstwa pod Chmurką. Jeszcze przed wyjazdem zdarza się coś nieoczekiwanego, co będzie miało wpływ na resztę tej historii - Karol gubi swój ukochany zegarek i…. zaczyna podejrzewać o kradzież kilka osób. Najpierw wszystko wskazuje na nową koleżankę, która nosi taki sam zegarek i totalnie wydaje się on do niej nie pasować… kolejne podejrzenia padają na kolegę, u którego na nadgarstku daje się zauważyć ślad po zegarku, a przecież on nigdy zegarka nie nosił. Podejrzenia idą jak z płatka, a kolejną zagwozdką dla przyjaciół jest naburmuszony kierowca autobusu, który dziwnie się zachowuje. Czy ma on coś wspólnego ze zniknięciem zegarka? A może ze zniknięciem Moreli - suczki właścicielki, do której nie pałał sympatią, zupełnie tego nie kryjąc?
Przyjaciele wchodzą w rolę detektywów i starają się rozwiązać wszelkie zagadki. W międzyczasie oczywiście, bo przecież wciąż są na super wycieczce, na której czeka na nich wiele ciekawych aktywności jak np karmienie zwierząt, dojenie krów czy jazda konna.
Muszę przyznać, że od tej strony nie znałam autorki lecz bardzo mi się ta strona podoba :). Alicję Sinicką znamy głównie z mroczniejszych powieści, a tutaj mamy pełną humoru i morału opowieść dla młodszych czytelników. Chociaż w zasadzie nie tylko dla nich, bo uważam, że również dorosły dobrze spędzi z nią czas i wyciągnie z tej historii coś dla siebie. Nie spodziewałam się, że cała historia dąży do pewnego morału… nie zdradzę wam jaki to morał, ale mogę zapewnić, że jest to coś o czym często zapominamy i popełniamy ten błąd.
Książkę czyta się bardzo szybko, nie jest ona długa, czcionka jest przyjemna i dzięki swojemu rozmiarowi nie męczy oczu. Sama historia jest zabawna, trzyma w napięciu i potrafi nieźle wciągnąć czytelnika.
Moja ocena: 8/10
Współpraca reklamowa z wydawnictwem
Skarpa Warszawska
sobota, 20 kwietnia 2024
Recenzja produktów marki MARION
Jakiś czas temu miałam przyjemność przetestować produkty od firmy MARION, tak więc dzisiaj przychodzę do Was z moją opinią na ich temat.
W zestawie znajdowały się:
1. Odżywka dwufazowa (dedykowana dla włosów farbowanych)
2. Hydrożelowe płatki pod oczy
3.Upiększająco-ujędrniający krem do twarzy Golden Glow
Jeżeli chodzi o odżywkę, to powiem Wam, że moje włosy farbowane nie są, jednak to w zupełności nie przeszkodziło w tym, aby to właśnie ten produkt stał się moim najbardziej ulubionym. Patrząc zarówno na skład, działanie jak i użycie w praktyce jak dla mnie nie ma w zupełności znaczenia jakie włosy macie. Odżywka posiada w składzie jedwab i prowitaminę B5, ekstrakt z hibiskusa oraz ze słonecznika. To właśnie te pierwsze składniki mają za zadanie chronić kolor przed działaniem czynników zewnętrznych dlatego też pewnie stąd może się ten produkt okazać szczególnie wartościowy dla włosów farbowanych. Przechodząc już do mojej opinii - tu są same pozytywy! Po pierwsze do stosowania zachęcał mnie fakt, że odżywka stosowana jest bez spłukiwania, co oznacza, że macie znacznie więcej możliwości użycia jej (ona jest w formie takiej mgiełki). Ja nakładałam ją po myciu, a nawet kilka razy zdarzyło się na włosy suche. I drugim plusikiem jest dla mnie zapach!! Jak dla mnie powinny istnieć perfumy o dokładnie takim zapachu!!! Jest cudowny, lekko kwiatowy, delikatny. Szczerze powiedziawszy głównie stosowałam ją dla tego zapachu, choć muszę przyznać, że włosy po niej wydają się jakby miększe i bardziej świeże. Ale nawet jak by nie działała, to i tak kupuje mnie swoim zapachem i już teraz wiem, że to jeden z nielicznych stosowanych przeze mnie produktów, który zostanie ze mną na dłużej.
Hydrożelowe płatki pod oczy - tu wam się przyznam, że dopiero od niedawna zaczęłam swoją przygodę z tego typu produktami, to znaczy wcześniej nie stosowałam takich płatków. Te były moimi trzecimi w życiu i póki co chyba najlepszymi. Skóra pod powiekami wyglądała na bardziej wypoczętą (muszę zatem koniecznie dorwać tych płatków więcej). Ponadto samo opakowanie, ich wygląd sprawia, że idealnie nadają się na prezent.
Krem do twarzy - tutaj nie zauważyłam jakiś spektakularnych efektów, ale mam wrażenie, że żaden krem takich nie daje xd jak jakiś daje to dajcie znać. Skóra po jego stosowaniu stała się przyjemna w dotyku, ale nie dostrzegłam, aby jakoś specjalnie zredukowały się zmarszczki. Trzeba natomiast przyznać, że konsystencja kremu jest idealna. Miewałam już różne i często albo jakiś był dla mnie za gęsty, za tłusty lub zbyt delikatny, wodnisty nie wiem czy wiecie co mam na myśli... tutaj po prostu konsystencja to mój numer jeden. Ponadto znowu zapach... pachnie luksusowo, jakkolwiek to brzmi tak właśnie bym to określiła.
Podsumowując powyższe produkty - nasuwa mi się jedna myśl... że poza tym, że pięknie pachną to są idealne na prezent.. poważnie dając komuś któryś z tych kosmetyków czujecie wewnętrzny spokój i przekonanie, że TO WYGLĄDA i się sprawdzi.
Testowane produkty znajdziecie na stronie:
Moja ocena: 10/10
Współpraca reklamowa z
MARION KOSMETYKI
oraz
Ambasadorka Kosmetyczna
wtorek, 16 kwietnia 2024
Alicja Elżbieta Halatówna "Odnowiona miłość" - recenzja patronacka
Julka wydaje się być spełnioną kobietą. Ma odchowane dzieci, psiego przyjaciela u swego boku, pracę i cudownych przyjaciół.
Jest jednak coś, a może raczej ktoś, kogo zawsze brakowało jej do tego spełnienia. Romek - mężczyzna, z którym kiedyś była, lecz ich drogi się rozeszły. Choć nie widzieli się bardzo długo to jednak niektórych osób, wydarzeń się nie zapomina. Tak jak pewnych słów, dotyku i uczucia, które towarzyszyło szybko pijącemu sercu… sercu, które niegdyś kochało, które zostało zdradzone i w którym pomimo wszystko tli się jakaś nadzieja.
Gdy Romek ponownie pojawia się w życiu Julki, jej życie wywraca się do góry nogami. Kobieta mogła by ponownie dać szansę temu mężczyźnie, jednak jest mały problem - on ma żonę…
Czy Romek rozwiedzie się ze swoją żoną, aby wieść życie u boku dawnej miłości?
Jak wiele emocji będzie kosztował Julię powrót Romka?
Czy zaufa mu ponownie? A co jeżeli zostanie zraniona?
Jaką decyzję podejmie kobieta w kwestii uczuć i całego swojego życia?
Niemalże przez całą powieść zastanawiałam się, czy aby na pewno warto jest dać drugiej osobie kolejną szansę? I po przeczytaniu całości uważam, że tak… ale drugą, a nie trzecią, czwartą i dziesiątą. Czytając widzimy typowy schemat działania faceta, który zdradza i sam do końca nie wie czego chce. Obiecuje po stokroć, że rozstanie się z żoną, a tymczasem nie jest w porządku ani wobec niej, ani względem kochanki.
Główna bohaterka również rozdarta jest pomiędzy tym czego oczekiwała by od mężczyzny, a tym co od niego dostaje. Przez to może się wydawać, że sama nie do końca wie czego chce.
To bardzo wartościowa książka pokazująca, że miłość może przydarzyć się w każdym wieku. Bo miłość nie patrzy na wiek. Autorka uświadamia nam jak łatwo czasami jest nam komuś zaufać i jak bardzo można się na kimś przejechać. Książka napisana jest prostym, ale i pięknym językiem. Jeżeli natomiast szukacie dreszczyku emocji, gwałtownych zwrotów akcji itp to tutaj tego nie znajdziecie. Muszę przyznać szczerze, że mi trochę tego brakowało i takie historie nie do końca trafiają w mój gust, jednak uważam, że warto po tą książkę sięgnąć :).
Moja ocena: 8/10
Współpraca reklamowa z
Wydawnictwo AlterNatywne






