Wstęp Zawsze myślałem, że znam samego siebie. Byłem pewien, że jestem na tyle silny, że nikt

niedziela, 20 września 2020

K.N.Haner "Zły czas" - recenzja przedpremierowa

Poprzednia część powieści zakończyła się nagle i zaskakująco, pozostawiając za sobą wiele pytań o to, co będzie dalej.

W tej części bohaterka zostaje rzucona na głęboką wodę, bowiem stoi przed nią wyzwanie wkroczenia w świat, z którym do tej pory nie chciała mieć nic wspólnego. Świat pełen strachu, krwi i niebezpieczeństwa. Świat, którym od teraz musi nauczyć się zarządzać i rozdawać w nim karty w taki sposób, aby sobie nie zaszkodzić. W końcu bycie Królową Koki nie może należeć do najłatwiejszych zadań, zwłaszcza gdy wiesz, że ktoś próbuje ci zaszkodzić.

Wspomnienia poprzednich wydarzeń sprawiają, że Blaire nie może wciąż zapomnieć o Davidzie, który zdobył jej zaufanie, a następnie ją wykorzystał oraz o tajemniczym Phixie – mężczyźnie zabójczo niebezpiecznym, który jak zapowiedział nigdy nie da jej spokoju. Zniszczy ją, bo może … bo ona i tak należy cała do niego.

Rozpoczyna się gra, w której „joker” wciąż pozostaje pod ukryciem. Dziewczyna nie ma pojęcia komu powinna zaufać, a kto dąży tylko do tego, aby ją zniszczyć. Gdy tylko zacznie komuś wierzyć, szybko może się okazać, że to wszystko to jedynie zwykła gra pozorów.

Choć wydawałoby się, że najtrudniejszym zadaniem będzie zarządzanie firmą ojca, która pod przykryciem zajmuje się handlem narkotykami, świat Blaire wkrótce jeszcze bardziej nabiera niebezpiecznego tempa. Dwoje mężczyzn, którzy skrzywdzili ją, a jednocześnie sprawili, że na nowo uwierzyła w namiętność – powracają. A za powrotem tym kryje się mnóstwo tajemnic i niedopowiedzeń. Niewiedza jest okropna, lecz prawda wcale nie musi okazać się lepsza.

Czy Blaire poradzi sobie ze stojącym na jej drodze wyzwaniem?

Czy będzie mogła zaufać Phixowi?

Kto w tej całej grze pozostanie zwycięzcą, a kto ofiarą?

I czy dziewczyna będzie potrafiła zapanować nad ogarniającym ją pożądaniem?

Historii tej przez cały czas towarzyszy nieustająca nuta niepewności i dreszczyku. Czytelnik wspólnie z bohaterką głowi się o co tak naprawdę w tym wszystkim chodzi, a rozwiązanie jakie nasuwa nam autorka wcale nie jest takie oczywiste, jakim mogłoby się wydawać.

Kasia Haner pokazuje w swojej powieści, że nie tak łatwo jest ukrywać lęk i niepewność pod maską wyrafinowanej damy, rządzącej światem, od którego najchętniej pragnęłoby się uciec jak najdalej. Pokazuje również, jak ciężko jest walczyć z samą sobą, gdy do głosu dochodzi pożądanie i że czasami wcale nie jest tak łatwo nad nim zapanować.

„Nie było szans, by choć odrobinę się zmienił. Dlaczego nadal się łudziłam, że jakoś do niego dotrę? [..] Bywały chwile, że wykazywał wiele pozytywnych emocji wobec mnie. Empatię, szacunek. A potem w jedną sekundę to wszystko miażdżył, sprowadzając mnie do parteru brutalnymi gestami i słowami, które raniły bardziej niż czyny.”

Phix miewa zmienne humory. Z czarującego i czułego kochanka w ciągu chwili potrafi przemienić się w człowieka zimnego, wyrachowanego. W mężczyznę, który rani bez mrugnięcia okiem, bez jakichkolwiek wyrzutów sumienia. Trochę irytowało mnie zachowanie Blair i to, że pomimo tego, iż co chwilę obiecała sobie, że mężczyzna więcej jej nie skrzywdzi; że nie pozwoli mu na pewne zachowania – to później i tak mu ulega. Ciągle powtarza, że się go boi, aby za chwilę stwierdzić, że jednak mu ufa. A zaufanie w wykonaniu tej dwójki naprawdę jest kwestią dosyć sporną i nie do końca oczywistą :).

Podobało mi się z kolei to, że z początku autorka skupiła się bardziej na kwestii rozkręcenia fabuły i zainteresowania czytelnika niepewnością tego co może za chwilę się wydarzyć, a dopiero w dalszej części rozbujał się wątek erotyczny, opiewający w odważne sceny łóżkowe.. i prysznicowe ;).

Moja ocena: 7/10

 

Za egzemplarz dziękuję

Wydawnictwu Editio Red 

 

Tytuł: Zły czas

Autor: K.N. Haner

Wydawnictwo: Editio Red

Rok wydania: 2020

Liczba stron: 248

 

piątek, 28 sierpnia 2020

Julita Pasikowska "W kim zakochał się Księżyc" - recenzja





Spotkanie z powieścią „W kim zakochał się księżyc” było krótką, lecz piękną przygodą. Było doświadczeniem, za które już w tym miejscu serdecznie autorce dziękuję. 

"Droga do pięknych rzeczy jest długa i trudna. Nie jest łatwo je osiągnąć. Pewnie dlatego nazywamy je pięknymi, bo nie widujemy ich na co dzień i wydają nam się nie do zdobycia."


Julita Pasikowska porusza temat niesamowicie ważny, rzekłabym – ponadczasowy. Opowiada bowiem o samotności, uświadamiając nam, że często nie dostrzegamy tego, co mamy blisko siebie, pragnąc i goniąc za tym co jest daleko. Autorka pokazuje w swojej powieści, że choć często wydaje nam się, że to co niedosięgalne jest lepsze, ostatecznie nie zawsze okazuje się być tak naprawdę czymś dobrym i słusznym. Często nie dostrzegamy bowiem tego co mamy i bywamy ślepi na prawdziwą, bezwarunkową przyjaźń. 

"Czasami jest tak, że opuszczają nas wszystkie siły i zaczynamy zamieniać się w bezradny i kruchy latawiec, który może porwać nawet lekki wiatr."


Tak właśnie jest w przypadku tytułowego Księżyca, który zakochuje się w nieodpowiedniej osobie. Bohater czuje się bardzo samotny i próbuje sobie odpowiedzieć na pytanie, czym właściwie jest ta samotność. Ma na ten temat wiele teorii, lecz żadna nie wydaje się być do końca właściwą i wystarczającą. 


Nagle.. jedna chwila.. jedno zdarzenie zmienia jego spojrzenie na świat. Co takiego musi się wydarzyć, aby Księżyc zrozumiał, jak bardzo przez cały czas się mylił? Jaka sytuacja odmieni jego życie?

Jeżeli jesteście fanami „Małego księcia”, ta pozycja szczególnie może przypaść Wam do gustu. Ja pochłonęłam ją niczym słodkiego, księżycowego rogala i jak to po jedzeniu musiałam go trochę „przetrawić” i ochłonąć zanim usiadłam do napisania tej recenzji.  


Takich powieści powinno być zdecydowanie więcej i świat powinien o nich usłyszeć. Skłaniają one do refleksji i zmieniają sposób patrzenia na życie. Opisują ważne i trudne tematy w sposób tak piękny i przystępny, że z całą pewnością mogłyby być omawiane w szkołach z najmłodszymi. 


Nie nazwałabym jednak tej powieści bajką, gdyż jest ona również – a może przede wszystkim – dla nas, dorosłych. 


Jedno jest pewne – Pani Julita stworzyła coś niesamowitego i niepowtarzalnego, a ja jestem dumna, że mogłam wkroczyć w tą historię i przekazać wieść o niej dalej. 


Moja ocena: 10/10 


Tytuł: W kim zakochał się Księżyc

Autor: Julita Pasikowska

Wydawnictwo: Wydawnictwo Sto Stron

Rok wydania: 2019

piątek, 7 sierpnia 2020

Marika Ciok "Cień. Mroczna Pokusa" - recenzja

 

Biorąc do ręki książkę „Cień. Mroczna Pokusa” odnoszę nieodparte wrażenie, jakby ta powieść była mi w pewien sposób przeznaczona – i bynajmniej wcale nie ma to związku z faktem, że „przeznaczenie” samo w sobie w książce stanowi ważną kwestię. Tą dotyczącą mnie wyjaśnię jednak nieco później.

Wydawałoby się, że życie 19-letniej Evelyn nie różni się niczym od świata zwykłej nastolatki. I w zasadzie jest ono dosyć zwyczajne – do momentu, gdy w jej szkole pojawia się tajemniczy i przystojny Lucas, który zwraca na siebie uwagę płci przeciwnej. Ten chłopak ma w sobie coś magnetycznego, co nie pozwala przejść obok niego obojętnie. Coś, co nie pozwala o nim zapomnieć. 

Lucas nie traktuje jednak dziewczyn zbyt dobrze. Jego pragnieniem jest jedynie dobrze się z nimi zabawić i wykorzystać… w sposób zupełnie inny, niż mogłoby się z pozoru wydawać.

Jednakże jego podejście wobec Evelyn od samego początku odbiega od powyższego obrazu jego zachowania. Na nią patrzy zupełnie inaczej. A ona z początku sama nie do końca rozumie, dlaczego coś tak bardzo ją do niego przyciąga. Nie zna go, jednak czuje, że mogłaby mu się w pełni oddać, w każdym tego słowa znaczeniu.

Jej życie staje do góry nogami, gdy z powodu szkolnego projektu zaczyna spędzać z Lucasem więcej czasu. Na dodatek te przerażające sny, których po przebudzeniu nie pamięta…

A co jeśli świat w którym żyje dziewczyna wcale nie jest taki, jakim przez te wszystkie lata swojego życia go widziała?

A co, jeżeli tych dwoje spotkało się już wcześniej?

Jaką tajemnicę skrywa chłopak i jakie konsekwencje może za sobą pociągnąć fakt, iż bohaterowie zaczynają się do siebie zbliżać?

Jaką cenę przyjdzie im zapłacić?

Powieść Pani Mariki Ciok określiła bym czymś jakby romansem fantasy, opiewającym w nutkę tajemniczości. Autorka w ciekawy sposób oddała panujący w książce klimat, który dodatkowo nastraja czytelnika.

A teraz trochę o tym moim przeznaczeniu. Generalnie nie jestem fanką fantastyki i jest to raczej jeden z głównych gatunków, których do recenzji nie przyjmuję. Po zapoznaniu się z opisem książki, poczułam jednak, że to może być bardzo fajna powieść. Jednak czy faktycznie tak było? Sądząc po tym, iż pochłonęłam ją w jeden wieczór (a dopiero wieczorem wytargałam ją ze swojej skrzynki), darując sobie i wyciszając mój serial, który właśnie leciał w tle – chyba mogę stwierdzić, że powieść jest MEGA! Cieszę się, że coś mnie jednak do niej przyciągnęło, zwłaszcza, że odnalazłam tam nie tylko świetnie opisaną historię, ale również to, co kocham i jest moją pasją.

Droga autorko, dialogi w języku hiszpańskim zaskoczyły mnie niesamowicie! No i dziękuję za ciekawą propozycję muzyki.

Bardzo podobała mi się również relacja, jaka łączyła Evelyn z jej bratem. Dlatego tym bardziej trudno jest mi się pogodzić z tym, co wydarzyło się na koniec, powodując iż na kolejną część powieści czekam jeszcze bardziej niecierpliwie.

Gdybym miała opisać powieść Mariki Ciok jednym słowem, było by to słowo „uzależniająca”. Jeżeli lubicie tego typu klimaty i po nią sięgniecie, z pewnością przekonacie się o tym sami. A jeżeli nie gustujecie w tego typu literaturze… cóż.. mogę Wam wówczas powiedzieć tylko jedno: ja też nie gustowałam :).

Moja ocena: 10/10

 

Za egzemplarz dziękuję:

Wydawnictwu AlterNatywne

 

Tytuł: Cień. Mroczna pokusa.

Autor: Marika Ciok

Wydawnictwo: AlterNatywne

Rok wydania: 2020

Liczba stron: 208

czwartek, 9 lipca 2020

Samanta Louis "Syn mafii" - recenzja


"Syn mafii" jest moim pierwszym spotkaniem z twórczością autorki. Czy powieść ta mogła okazać się na tyle dobra abym sięgnęła w przyszłości po kolejne pozycje Samanty Louis? Zdecydowanie TAK! 

Salvatore jest synem wpływowego mafioza, po którego śmierci przejmuje szefostwo nad mafią. Jest zimny, bezwzględny i zdecydowanie dąży do obranego celu, a jego celem jest nikt inny jak Audrey - kobieta, z którą niegdyś połączyło go gorące uczucie. Ich drogi rozeszły się jednak nagle na osiem długich lat. W tym czasie Salvatore szkolony był na prawdziwego mężczyznę, zimnego i nieustępliwego. Poddawano go ciężkim próbom, a on sam robił rzeczy potworne, pozbawione empatii. Audrey natomiast zahaczyła się w klubie, stając się całkowicie poddaną jej właścicielowi i zależną od niego - mężczyzny niebezpiecznego, który pragnie mieć ją na własność i stale kontrolować.

Wkrótce losy Audrey i Salvatore ponownie się krzyżują, lecz ich spotkanie nie jest czystym przypadkiem. Mężczyzna ma wobec niej bowiem plan, który krok po kroku zaczyna realizować, idąc tak naprawdę "po trupach do celu". 

Dlaczego Salvatore postanowił odszukać kobietę?
Jaki sekret Audrey przed nim skrywa?
Jakie konsekwencje pociągnąć za sobą może przeszłość?

Kobieta znajduje się w sytuacji patowej, a jej uczucia i emocje wystawione zostają na próbę. Lawirują one bowiem pomiędzy miłością i pożądaniem, a nieodpartą nienawiścią i żalem jakimi darzy mężczyznę.
W książce mamy tajemnicę, przemoc, strach i pożądanie. Takie połączenie sprawia, że nie wiedzieć kiedy docieramy do ostatniej strony, a ta funduje nam jeszcze większy niedosyt, zaskoczenie i wyczekiwanie jak potoczą się dalsze losy tej wybuchowej pary ludzi, którym świat w jakim żyją nie pozwoli nigdy odejść ani żyć po swojemu. 

Zdecydowanie polecam tą pozycję każdemu kto lubi takie mafijne klimaty, a ma dość ciągłych, powtarzających się w tym obszarze schematów.

Moja ocena: 9/10

Za egzemplarz dziękuję
@aleksandra__ns

Tytuł: Syn mafii
Autor: Samanta Louis
Wydawnictwo: WasPos
Rok wydania: 2020
Liczba stron: 238

wtorek, 30 czerwca 2020

Marcin Margielewski "Zaginione arabskie księżniczki" - recenzja


 
„Arabskie księżniczki nie są postaciami z bajek. Przynajmniej
nie z takich, które nadają się do opowiadania dzieciom.”

Będąc małą dziewczynką większość z nas marzy o byciu księżniczką, jednak arabskiej księżniczce daleko do jej bajkowego odpowiednika. Arabska księżniczka wbrew pozorom wcale nie ma pięknego życia i nie zawsze traktowana jest odpowiednio do swojej pozycji. Bo pozycja ta w jej świecie i tak znaczy niewiele. 

Pragnę zaznaczyć, że wcale nie miałam czytać tej książki. Powieść Marcina Margielewskiego miała być początkowo prezentem dla mojej Babci, która gustuje w tego typu historiach i której serce skradły książki Laili Shukri. Gdy przyniosłam tę powieść do domu, zerknęłam na pierwszą stronę, odczytując zaledwie kilka zdań… a przynajmniej taki był mój zamysł. Ostatecznie przepadłam w niej zupełnie, pochłaniając ją w ekspresowym tempie. 

Nie jest to jednak powieść dla każdego. Czytając książki Shukri, które bardzo przypadły mi do gustu, myślałam że o większych tragediach dane mi czytać już nie będzie. Myliłam się. Autor „Zaginionych arabskich księżniczek” ukazuje w swojej powieści dramat za dramatem, odbywający się za murami pałaców. 

Nikt o niczym nie wie i nie mówi. Świat o księżniczkach zapomina. Można bowiem wymazać z niego pamięć o nich, jak gdyby nigdy nie istniały. Przepadają bez śladu i nikt o nich nie pamięta. 

Czytając, niejednokrotnie w moich oczach pojawiały się łzy. Przemoc i okrucieństwo wobec kobiet, dzieci oraz zwierząt mrozi krew w żyłach. Mimo tego wszystkiego księżniczki wcale nie są słabe. Są silniejsze i odważniejsze niż ich oprawcy – choć ostatecznie ta waleczność je zawsze gubi. Gubią je też marzenia i gubi je nadzieja. 

Podejście małych chłopców wobec swoich matek, sióstr i zwierząt, pragnących ich zagłady szokuje czytelnika. Autor pokazuje, jak od samego początku chłopcy różnią się od dziewczynek. Brak wyrzutów sumienia i zrozumienia, a także wszechogarniająca ich nienawiść to nieodłączny element ich bycia. 

Powieść Marcina Margielewskiego to wstrząsający dokument, pokazujący jak ogromny dramat rozgrywa się za murami pałaców wobec kobiet, które pozornie opiewając w luksusy dzień po dniu walczą o swoją przyszłość… i życie. Zamknięte w pięknych pałacach muszą milczeć i robić to, czego się od nich wymaga. Są niczym kolekcja trofeum… niczym towar, który można sprzedać. Ich rolą jest milczenie i wydawanie na świat dzieci. Im więcej, tym lepiej. Co jednak, gdy na świat zamiast upragnionego syna przyjdzie dziewczynka? Czy dane będzie jej dorosnąć, czy może zniknie bez śladu? A może czeka ją śmierć? 

Z całego serca polecam powieść Marcina Margielewskiego, choćby przez wgląd na pamięć i szacunek wobec kobiet, które doświadczyły tego dramatu. Wobec tych, które przegrały, a świat o nich zapomniał. 

Moja ocena: 9/10

Tytuł: Zaginione arabskie księżniczki
Autor: Marcin Margielewski
Wydawnictwo: Pruszyński i S-ka
Rok wydania: 2020
Liczba stron: 320