Przyznam szczerze, że choć Katarzyna Michalak ma na koncie wiele książek, do tej pory przeczytałam tylko „Była sobie miłość”. Kiedy jednak zobaczyłam kolejną historię z równie słodkim pieskiem na okładce, wiedziałam, że muszę po nią sięgnąć. Przeczuwałam, że będzie to opowieść piękna i wzruszająca, a psiak z okładki szybko skradnie moje serce. I tak właśnie było… z tym że zrobił coś znacznie więcej niż tylko mnie oczarował.
Ten mały corgi nie
jest tu wyłącznie uroczą ozdobą. Bajka staje się kimś ważnym - źródłem
ciepła, nadziei i wiary dla ludzi, których spotyka na swojej drodze.
Zanim jednak zacznie nieść innym ukojenie, musi zniknąć swoim
właścicielom. Małżeństwu, które bardzo ją kochało, a jednocześnie samo
zmagało się z ogromnymi trudnościami: chorobą, śmiercią i kłamstwami,
które miały chronić, a tylko pogłębiały ból.
Pozostali
bohaterowie również nie dostali od losu taryfy ulgowej. Każdy z nich
stoi przed trudnymi wyborami, każdy dźwiga swój ciężar. I właśnie wtedy
pojawia się Bajka - dając im odrobinę ciepła i miłości w momencie, gdy
świat zaczyna się walić.
„Była
sobie radość” to książka, przy której łzy są niemal gwarantowane. To
historia, która skłania do refleksji i potrafi zmienić spojrzenie na
wiele spraw. Muszę jednak uczciwie przyznać, że mimo sympatii do takich
opowieści, po raz kolejny utwierdzam się w przekonaniu, że książki z
motywem świątecznym - nawet delikatnie zaznaczonym - nie do końca są
moim ulubionym gatunkiem. Coś w nich mnie nuży i zniechęca, choć wciąż
trudno mi to jednoznacznie nazwać.
Mimo tej
osobistej drobnej niechęci, polecam Wam tę książkę z czystym sumieniem.
To ciepła, poruszająca i bardzo wartościowa historia.
Moja ocena: 7/10
Współpraca reklamowa z
Wydawnictwem Znak

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz