Wstęp Zawsze myślałem, że znam samego siebie. Byłem pewien, że jestem na tyle silny, że nikt

piątek, 26 grudnia 2025

Lactourea żel i balsam - recenzja

 

 


#współpracareklamowa dla Lactovit

#NaprawionaSkóraMłodaSkóra #Lactourea #Trnd 

 

Łapka do góry, kto zmaga się z problemem suchej skóry! 

Przychodzę dzisiaj do Was z moją opinią o produktach Lactourea, które stworzone zostały po to, by intensywnie nawilżać i naprawiać skórę od środka. Produkty zawierają połączenie czystego mocznika z kwasem mlekowym. 

W zestawie otrzymałam:

- Żel do kąpieli 

- Balsam do ciała

- 20 próbek żelu oraz balsamu do podzielenia się z bliskimi

 

Oba produkty stosowałam codziennie - najpierw żel podczas kąpieli, a po wysuszeniu skóry stosowałam balsam. 

Produkty mają przyjemny, delikatny zapach, który nadaje świeżości. 

Moja skóra w okresie zimowym często zmaga się z suchością, a tej zimy tego problemu nie zauważyłam, więc wydaje mi się, że mogło to być zaletą stosowanych produktów. 

Skóra stała się miękka, przyjemna w dotyku no i oczywiście pięknie pachnie! Myślę, że nie raz jeszcze sięgnę po te produkty, bo zdobyły moją sympatię i zaufanie.

 

Moja ocena: 9/10 

Joanna Świątkowska "Umowa na zemstę" - recenzja

 


Dawno nie miałam w rękach książki, która tak konsekwentnie trzymałaby poziom i jednocześnie ciągle mnie zaskakiwała. Umowa na zemstę Joanny Świątkowskiej to historia, która zaczyna się jak klasyczny romans hate-love z motywem zemsty, a bardzo szybko pokazuje, że pod tą etykietą kryje się coś znacznie głębszego. 

Karlie po zdradzie narzeczonego i przyjaciółki nie wybiera ucieczki ani roli ofiary. Wręcz przeciwnie - chce odzyskać godność i kontrolę nad własnym życiem. Kluczowy jest tu jednak wybór „partnera do zemsty”. Rhys nie jest przypadkowym mężczyzną. To były szef jej chłopaka. Ten fakt dodaje całej historii ostrości, bo zemsta przestaje być tylko emocjonalna, a zaczyna uderzać dokładnie tam, gdzie najbardziej boli. I to działa. 
 
Rhys to jedna z tych postaci, które zostają w głowie na długo. Chłodny, zdystansowany, z reputacją człowieka bezwzględnego, a jednocześnie pełen pęknięć, których nie widać na pierwszy rzut oka. Autorka nie wykłada kart na stół od razu - przeciwnie, co jakiś czas wytrąca czytelnika z poczucia, że „już wszystko wie”. Gdy wydaje się, że rozumiemy Rhysa albo Karlie, nagle dostajemy kolejny fragment przeszłości. Czasem bolesny, czasem wręcz przerażający, ale zawsze taki, który zmusza do zatrzymania się i refleksji.
 
Napięcie między bohaterami jest tu elektryzujące, wręcz fizycznie odczuwalne, ale to zdecydowanie nie jest pusty pociąg seksualny, jak w wielu powieściach tego typu. Tu wszystko buduje się powoli i sensownie. Między Karlie a Rhysem iskrzy, bo spotykają się dwie silne osobowości, dwa charaktery z bagażem doświadczeń, a nie tylko dwa ciała reagujące na siebie automatycznie. Ich relacja rozwija się krok po kroku - w rozmowach, w spojrzeniach, w napięciu zawieszonym między jednym zdaniem a kolejnym. To nie są puste dialogi o tym, jak bardzo się pragną, tylko ważne, często trudne rozmowy, które odsłaniają ich lęki, granice i słabości. A jednocześnie nie brakuje tu świetnych przepychanek słownych, ironii, ciętych ripost i momentów, które bawią. Dzięki temu ich relacja jest prawdziwa. Kibicujemy jej, bo naprawdę chce się patrzeć, jak się do siebie zbliżają.
 
Ogromnym atutem tej powieści są też postacie drugoplanowe. Przyjaciółki, rodzice, rodzeństwo - nikt tu nie jest tylko tłem. Każda z tych osób ma swoją rolę, swoje emocje i wpływ na bohaterów. Relacje rodzinne bywają trudne, niewygodne, nieidealne – i właśnie dlatego tak prawdziwe. Dzięki nim świat przedstawiony w książce wydaje się kompletny, żywy i bardzo ludzki.
 
To, co szczególnie doceniam, to sposób, w jaki autorka pisze o przemocy psychicznej, manipulacji i długofalowych skutkach toksycznych relacji. Bez patosu, bez moralizowania, za to z ogromną świadomością emocjonalną. Ta książka nie tylko opowiada historię  - ona pokazuje, jak łatwo można się rozsypać i jak trudno potem poskładać siebie na nowo.
 
I muszę to powiedzieć wprost: narracja trzecioosobowa, której zwykle nie lubię, tutaj sprawdziła się znakomicie. Dała przestrzeń na wielowymiarowość postaci i pozwoliła autorce w pełni pokazać swój warsztat. To nie jest przypadkowo napisana historia - to bardzo świadomie poprowadzona opowieść.
 
Dla mnie „Umowa na zemstę” to książka zupełnie inna niż większość romansów z tego gatunku. Jeśli mam wystawić ocenę, to bez wahania 10/10. I z pełnym przekonaniem, że takich historii chce się czytać więcej.

Moja ocena: 10/10
 
Współpraca reklamowa z 
Wydawnictwem WasPos 

wtorek, 9 grudnia 2025

Magdalena Szweda "Do zakochania dwa ugryzienia" - recenzja

 


Czy wierzycie w miłość od pierwszego wejrzenia? A od pierwszego… ugryzienia?

Poznajcie Taysona – małego psiaka, który pewnego dnia niespodziewanym ugryzieniem postanowił skrzyżować ze sobą drogi Vivien i Nicka.

Jednak jeżeli myślicie, że były to sceny rodem z romantycznego filmu, to jesteście w błędzie! Bo od tego momentu bohaterom przytrafia się seria kompromitujących zdarzeń, które co rusz wymykają się spod kontroli. To jednak wcale nie sprawia, że zaczynają unikać siebie nawzajem. Wręcz przeciwnie – ciągnie ich do siebie tak, że aż iskry lecą. Ale gdy tylko próbują się do siebie zbliżyć w ten sposób – coś zawsze musi stanąć im na przeszkodzie. Raz będzie to uroczy Tyson, który nie przepada za Vivien, innym razem będzie to jej były chłopak, albo… no właśnie… pewne bliźniaczki, które jak uważa Nick – są złem wcielonym.

Jak wiele kompromitujących sytuacji odhaczą, zanim zrozumieją, jak bardzo im na sobie zależy?

Czy były facet Vivien da jej w końcu spokój, a urocze bliźniaczki przestaną pakować się w tarapaty, przyprawiając tą dwójkę o zawał?

Czy Nick i Vivien w końcu będą mogli być razem, bez obawy, że gdy tylko zbliżą do siebie swoje usta, świat znowu stanie na głowie?

To przezabawna, romantyczna historia z elementami erotyki, której sceny opisane są naprawdę ze smakiem. Bardzo mi się podobało, jak autorka płynnie przechodziła od humoru do TEGO napięcia pomiędzy bohaterami. Świetnie bawiłam się z Vivien i Nickiem, chociaż nie powiem – bywały momenty, w których szczególnie mnie irytowali. Zwłaszcza Nick – czasami sprawiał wrażenie mega niedojrzałego i zdarzało mu się też być zazdrosnym o nic. Zabrakło mi tu też trochę więcej rozmów między nimi i takich zwykłych sytuacji, bo większość z nich sprowadzała się jednak do wpadek, ich wzdychania do siebie nawzajem i nieustannym dążeniu do wylądowania wreszcie w łóżku, co przez bardzo długi czas nie dochodziło do skutku – sam ten fakt był akurat fajny, bo budował napięcie, ale nie zmienia to faktu, że pomiędzy tą sympatyczną dwójką mogło być coś znacznie więcej niż tyko wpadki i wzajemna chcica ;p.

Ogólnie oceniam książkę pozytywnie – była inna niż wszystkie, które do tej pory czytałam, co stanowiło dla mnie świetną odskocznię, której akurat potrzebowałam. Słyszałam, że to pierwsza taka książka autorki, że na co dzień słynie z mroczniejszych i brutalniejszych klimatów. Trudno mi to sobie póki co wyobrazić po tej pełnej humoru powieści, ale koniecznie będę musiała sięgnąć po tamte książki.

Moja ocena: 8/10